Nie takie zmarszczki straszne

koreanskie-kosmetyki

Kilka dni temu przy okazji wykonywania mojego rytuału zaczęłam się zastanawiać, czego najbardziej obawiamy się, jeśli chodzi o naszą cerę i co tak naprawdę chcemy osiągnąć. Albo może: czego chcemy uniknąć?

Pierwszą rzeczą, jaka przyszła mi do głowy, był trądzik, potem pomyślałam o odwodnionej, czy pozbawionej blasku skórze. A chwilę później… o zmarszczkach. Tak, to chyba przed nimi bronimy się najbardziej. Choć trądzik czy brak blasku są wielce problematyczne, to jednak są chwilowe. Co więcej, problemy te nie dotyczą wszystkich, więc zawsze możemy mieć nadzieję, że nas nie „trafią”, a jeśli już, to znikną, by więcej nie powrócić.

Co innego zmarszczki. Te są niestety raczej nieuniknione i wcześniej czy później przytrafią się każdemu. Oczywiście tak, jak w przypadku trądziku – niektórzy będą tu mieli więcej, a inni mniej, szczęścia: jedni dostrzegą pierwsze, drobne zmarszczki już koło dwudziestki, a inni nie będą musieli się nad nimi głębiej zastanawiać aż do czterdziestki. Niemniej, czekają nas wszystkich.

Wiecie, że poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska tak bardzo bała się zmarszczek, że unikała szerokich uśmiechów i w ogóle – śmiania się? Wszystko w obawie przed zbytnim rozciąganiem skóry, co miałoby powodować zmarszczki. Inna szkoła mówi, że śmianie się (i ogólnie bogata mimika) pomagają skórze w nabieraniu elastyczności, która spowalnia proces powstawania zmarszczek. Cieniem na tę teorię kładą się tzw. zmarszczki mimiczne, które, jak sama nazwa wskazuje, biorą się od mimiki.

Bez względu na to, którą teorię wyznajecie, istnieją pewne czynniki, na które możemy mieć wpływ, by opóźnić pojawienie się zmarszczek, czy zmniejszyć widoczność tych, które już mamy. I nie, nie mówię tu o medycynie estetycznej.

Oczywiście nie wpłyniemy na nasze geny, które są jednym z czynników determinujących proces starzenia się, ale możemy zadbać o inne rzeczy, na przykład o odpowiednią, zrównoważoną dietę, czy nawodnienie. Niepalenie i niepicie alkoholu także będą miały jak najbardziej pozytywny wpływ.

Co jeszcze możemy zrobić, by utrudnić zmarszczkom życie?

1. Po pierwsze, wzorem Koreanek powinnyśmy unikać słońca (opalanie to proszenie się o zmarszczki, jako że słońce jest jednym z czynników mających największy wpływ na ich pojawienie się, to samo dotyczy solarium).

2. Po drugie pamiętajmy o odpowiednim i regularnym nawilżaniu i oczyszczaniu skóry. Najlepsze efekty osiągniemy, jeśli zaczniemy robić to, już będąc nastolatkami. Oczywiście w tym wieku wiele osób nie myśli w ogóle o czymś tak „abstrakcyjnym” jak zmarszczki. Tym, którzy się nad tym choć przez chwilę zastanowią, wydaje się zwykle, że to zmartwienie „starych”, nas nie dotyczy i jeszcze długo dotyczyć nie będzie (o ile w ogóle). Ot, takie prawa młodości ;).

Nic więc dziwnego, że wiele z nas przegapia ten moment, kiedy tak naprawdę trzeba by było już myśleć przyszłościowo o swojej skórze. Jeśli i Wam się to przytrafiło, nie martwcie się. Powiedzenie, że nigdy nie jest za późno, nie jest tu pustym frazesem, ale jest jak najbardziej uzasadnione. Nawet jeśli o odpowiedniej pielęgnacji skóry pomyślicie dopiero po trzydziestce czy nawet po czterdziestce, wciąż możecie osiągnąć bardzo satysfakcjonujące efekty – odpowiednio dobrany rytuał, z właściwym oczyszczaniem i nawilżaniem, pomoże Wam nie tylko zapobiec pojawieniu się nowych zmarszczek, ale też zmniejszy widoczność tych, które już się pojawiły.

Zatem zamiast marszczyć brwi i kręcić nosem, analizując najmniejsze nawet ślady zmarszczek, dobieramy nasz własny rytuał i bierzemy się do roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *